Epub czy mobi – najpierw wybór czytnika, potem formatu, na końcu oprogramowania
Najpierw zapada decyzja: na czym będą czytane ebooki – Kindle, PocketBook, tablet, telefon? Potem pojawia się pytanie: jaki format będzie najmniej problematyczny. Na końcu wychodzi z tego cały łańcuch zależności: w jakim formacie kupować, w jakim archiwizować i w czym to wszystko wygodnie otwierać na komputerze. Wbrew temu, co widać po starszych poradach w sieci, wybór epub vs mobi nie jest już symetryczny. Jeden z tych formatów praktycznie żyje, drugi jest w trybie podtrzymywania przy życiu. Warto to sobie uporządkować, zanim powstanie bałagan w bibliotece i na dysku.
Czym właściwie są epub i mobi?
EPUB to otwarty standard książek elektronicznych rozwijany przez organizację W3C/IDPF. W praktyce to tak naprawdę paczka plików HTML, CSS, obrazków i metadanych spakowana w jeden plik. Dzięki temu epub jest:
- dobrze wspierany przez większość czytników (poza starszymi Kindle),
- łatwy do konwersji i edycji,
- relatywnie przyszłościowy – standard jest rozwijany.
MOBI ma zupełnie inną historię. Wywodzi się z formatu Mobipocket, który został przejęty przez Amazon. Przez lata mobi było podstawowym formatem na czytnikach Kindle, stąd jego ogromna popularność. Jednak technicznie to format stary, gorzej radzący sobie z nowoczesnym składem, złożonymi tabelami, multimediami czy zaawansowanym CSS.
Żeby sprawa była pełna, trzeba wspomnieć jeszcze o nowszych formatach Amazona: AZW3 (KF8) oraz KFX. Dla użytkownika końcowego często wyglądają jak „mobi”, ale pod spodem to inna technologia. Z punktu widzenia wyboru formatu do własnej biblioteki ma to znaczenie.
MOBI jest formatem praktycznie martwym rozwojowo. Amazon sam przeszedł na nowsze formaty (AZW3/KFX), a w 2022 r. wyłączył możliwość wysyłania mobi przez Send to Kindle jako formatu rekomendowanego.
Różnice techniczne, które realnie mają znaczenie
W teorii można zanurzyć się w szczegóły specyfikacji, ale dla użytkownika liczy się kilka praktycznych cech.
Po pierwsze, obsługa CSS i typografii. EPUB (zwłaszcza w wersji 3) pozwala na sensowne wykorzystanie stylów, lepszą kontrolę nad łamaniem wierszy, formatowaniem tabel, przypisami, a nawet prostą interaktywnością. MOBI ma z tym większe ograniczenia – co szczególnie boli przy książkach technicznych, naukowych czy z wieloma tabelami i kodem.
Po drugie, kompatybilność z czytnikami i aplikacjami. EPUB to domyślny format m.in. dla PocketBooków, Kobo, Onyx Boox i większości aplikacji mobilnych (Legimi, Empik Go, Google Play Books itp.). Mobi dobrze czuje się wyłącznie w ekosystemie Kindle – i to głównie na starszych plikach i urządzeniach.
Po trzecie, łatwość edycji i poprawiania błędów. EPUB można bez większych problemów rozpakować i poprawić w edytorach typu Sigil czy Calibre. MOBI jest znacznie mniej przyjazny dla edycji – w praktyce robi się to poprzez konwersję na epub, poprawki, a potem ponowne generowanie pliku na potrzeby Kindle.
Kindle kontra reszta świata – który format gdzie działa najlepiej
Decyzja „epub czy mobi” w praktyce jest często decyzją „czy Kindle, czy coś innego”. To ekosystem narzuca format, a nie odwrotnie.
Czytniki Kindle i ekosystem Amazona
Dla czytników Kindle sytuacja wygląda inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Kiedyś odpowiedź brzmiała: „bierz mobi, to natywny format Kindle”. Teraz Kindle coraz lepiej radzi sobie z epub (zwłaszcza po konwersji po stronie Amazona), a stary mobi schodzi na dalszy plan.
Oficjalnie Amazon stawia na AZW3/KFX jako docelowe formaty książek. Użytkownik zazwyczaj ich nie generuje ręcznie – kupuje książkę w sklepie Amazona albo wysyła plik przez Send to Kindle, a Amazon robi swoje „magiczne” konwersje.
W praktyce scenariusze są trzy:
- zakup w Kindle Store – formatem docelowym jest AZW3/KFX, użytkownik niczym się nie przejmuje,
- własne pliki wysyłane na Kindle – najlepiej jako EPUB, bo Amazon i tak przerobi to na swój format,
- stare pliki MOBI – nadal działają, ale nie warto ich traktować jako inwestycji w przyszłość.
Jeśli więc chodzi o nowe zakupy i własne konwersje do użycia z Kindle, wybór mobi nie ma już sensu. EPUB jest elastyczniejszy i lepiej wspierany w nowych narzędziach.
Inne czytniki: PocketBook, Kobo, Onyx i spółka
Po drugiej stronie są czytniki, które traktują epub jako pierwszoplanowego obywatela. PocketBook, Kobo, Onyx Boox – na tych urządzeniach EPUB jest formatem naturalnym, najlepiej wspieranym, z największą liczbą opcji konfiguracji wyglądu tekstu.
MOBI niby można na nie wrzucić (część czytników odczyta ten format), ale to dokładanie problemów na własne życzenie: gorszy skład, mniejsze możliwości ustawień, ewentualne błędy formatowania. W dodatku nowsze funkcje firmware’ów najpierw pojawiają się właśnie dla epubów.
Dla osób, które nie są przywiązane do ekosystemu Amazona, naturalnym wyborem staje się więc kombinacja: czytnik obsługujący epub + biblioteka w epubie. Prościej, czyściej i mniej zależności od jednego dostawcy.
Telefony i tablety
Na smartfonach i tabletach sytuacja jest jeszcze prostsza. Większość sensownych aplikacji do czytania ebooków (Moon+ Reader, Lithium, Aldiko, Marvin, PocketBook Reader, aplikacje księgarni) traktuje epub jako podstawę. Otwarcie mobi bywa możliwe, ale funkcje bywają uboższe.
Do tego dochodzą jeszcze przeglądarki i webowe czytniki – z nimi także lepiej dogaduje się epub. Łatwiej go wyrenderować, łatwiej dopasować do różnych ekranów, lepiej integruje się z technologiami webowymi.
EPUB czy MOBI a polskie księgarnie i abonamenty
W polskim ekosystemie ebooków wybór formatu to nie tylko kwestia techniczna, ale też dostępu do treści.
Większość dużych księgarni (Publio, Virtualo, Woblink, Empik) oferuje ebooki w formacie EPUB (często dodatkowo PDF). Format mobi pojawia się coraz rzadziej, a jeśli już, to często jako „ukłon” w stronę starszych czytników Kindle.
W usługach abonamentowych (Legimi, Empik Go, Publio abonament) najwygodniej korzysta się z aplikacji mobilnych albo z czytników obsługujących bezpośrednio dany abonament. Tam znowu króluje epub lub jego pochodne.
Budowanie własnej biblioteki domowej w epubie jest po prostu zgodne z tym, jak rozwija się rynek – zarówno polski, jak i globalny.
Dla użytkowników Kindle nadal pozostaje opcja: zakup w polskiej księgarni w epubie → konwersja/wysyłka na Kindle (ręcznie lub przez narzędzia typu Send to Kindle, Calibre, wtyczki). Ale formatem źródłowym coraz częściej i tak jest epub.
Konwersja między epub a mobi – kiedy ma sens, a kiedy szkodzi
Prędzej czy później pojawia się potrzeba konwersji: książka jest w epubie, na półce stoi Kindle, na dysku wylądował stary mobi z promocji. Do tego dochodzi Calibre, który „potrafi wszystko”. Potrafi, ale warto konwertować z głową.
Konwersja EPUB → MOBI
Przekształcenie epub w mobi to dziś właściwie rozwiązanie awaryjne. Przydaje się tylko wtedy, gdy trzeba:
- wrzucić ebooka na bardzo stary czytnik Kindle, który ma problemy z nowszymi formatami,
- otworzyć książkę na jakimś egzotycznym, starym urządzeniu z obsługą mobi,
- przetestować coś pod specyficzne narzędzie wymagające mobi.
Trzeba jednak liczyć się z tym, że przy takiej konwersji często traci się jakość składu: psują się przypisy, rozjeżdżają tabele, znikają niektóre style. Jeśli oryginał był techniczny (kody, wzory, złożone formatowanie), efekt uboczny bywa bolesny.
Konwersja MOBI → EPUB
Odwrotna konwersja – mobi do epub – ma zwykle dużo więcej sensu, zwłaszcza w kontekście „ratowania” starej biblioteki. Pozwala:
– przenieść kupione dawno temu ebooki na nowy czytnik nie-Kindle,
– wygodnie poprawić błędy w składzie,
– ujednolicić format biblioteki.
Trzeba jednak pamiętać, że konwersja nie przywróci jakości, której w pliku nigdy nie było. Jeśli mobi było przygotowane słabo, efekt końcowy w epubie nadal będzie średni. Mimo to, dla porządku i spójności zbiorów, warto takie migracje robić właśnie w stronę epub.
Jeśli tworzysz: w jakim formacie wydawać własne ebooki?
Osoby, które same przygotowują ebooki – do sprzedaży, newsletterów, materiałów firmowych – często zastanawiają się, czy od razu generować oba formaty, czy skupić się tylko na jednym.
EPUB jako master, reszta jako eksport
Najrozsądniejszym podejściem jest traktowanie EPUB jako formatu bazowego (master). To w tym formacie najłatwiej zadbać o poprawny skład, typografię, metadane. Z tak przygotowanego epuba można:
- bez większych strat tworzyć wersje na inne czytniki i aplikacje,
- eksportować do PDF (np. na potrzeby druku lub dystrybucji „do archiwum”),
- w razie potrzeby wygenerować plik kompatybilny z Kindle (AZW3 lub mobi, w zależności od narzędzia).
Format mobi można dorzucić jako „opcję dodatkową” wyłącznie dla osób używających bardzo starych Kindle. W nowszych workflow zwykle lepiej polegać na epub + oficjalne narzędzia Amazona, które i tak przerobią wszystko na AZW3/KFX.
Dystrybucja: jeden format, wiele kanałów
Dla początkujących twórców ebooków bardzo ważne jest, by nie mnożyć bez potrzeby wariantów. Każda dodatkowa wersja to potencjalnie kolejne miejsce na błąd: literówkę, źle ustawioną stopkę, nieaktualny numer wersji.
W praktyce najwygodniejszy zestaw wygląda tak:
- EPUB – format główny do dystrybucji i sprzedaży,
- PDF – dla osób przywiązanych do druku lub czytających na komputerze,
- ew. wersja pod Kindle generowana z epuba, ale tylko gdy jest realne zapotrzebowanie.
Rozdawanie gołych plików mobi jako „głównego formatu” to dziś bardziej wysyłanie sygnału, że materiały są przestarzałe, niż realna pomoc użytkownikom.
Co wybrać w praktyce – szybkie podsumowanie
Podsumowując, wybór między epub a mobi można sprowadzić do kilku prostych zasad, bez wchodzenia w dziesiątki wyjątków.
Jeśli korzysta się z czytników innych niż Kindle (PocketBook, Kobo, Onyx, inkBook):
- budowanie biblioteki w epubie jest najrozsądniejsze,
- mobi można spokojnie ignorować, traktując go jako format przejściowy z dawnych czasów.
Jeśli podstawowym urządzeniem jest Kindle:
- dla zakupów w polskich księgarniach warto brać epub i wysyłać/konwertować na Kindle,
- stare mobi nadal będą działać, ale nowe pliki lepiej gromadzić w epubie (łatwiej będzie kiedyś zmienić czytnik).
Dla kogoś, kto dopiero zaczyna z ebookami, EPUB powinien być formatem domyślnym. MOBI można traktować już tylko jako most do starszych urządzeń i starych przyzwyczajeń.
Im wcześniej biblioteka zostanie uporządkowana wokół jednego, sensownego standardu, tym mniej problemów pojawi się za kilka lat, gdy sprzęt się zmieni, a dostępne oprogramowanie znowu pójdzie do przodu.
